Treść strony

Koniec marzeń o PHL

Orlik Opole nie pozostawił złudzeń toruńskim hokeistom i w drugim meczu półfinału playoff pokonał Nestę 3:2 (0:1, 1:0, 2:1). W ten sposób zakończyły się tegoroczne rozgrywki 1 ligi dla drużyny z Torunia.

Regulamin rozgrywek 1 ligi został skonstruowany tak, że w fazie playoff nie można było pozwolić sobie na żaden błąd. Rozgrywanie półfinału tylko do dwóch zwycięstw wymaga skupienia i koncentracji. Każde potknięcie staje się błędem, którego nie ma kiedy naprawić. Niestety toruńska drużyna tej prostej prawdy chyba nie znała.

Pierwszy, sobotni mecz w Toruniu został dość nonszalancko przegrany (szczegóły niżej). Drugi mecz był więc już tym z gatunku "o wszystko".

W środę w Opolu od początku gra toczyła się o wysoką stawkę. Nesta, która musiała ten mecz wygrać, od początku naciskała. Dało to efekt w postaci prowadzenia po strzale Patryka Pronobisa. Nesta dalej przeważała, próbując zdobyć kolejne bramki. Jednak na przeszkodzie stał doskonale broniący Jarosław Nobis. Oba zespoły starały się grać czysto, nie chcąc osłabiać drużyny. 

W drugiej tercji gra stała się bardziej wyrównana, niestety w drużynie toruńskiej nastąpiła seria kar, co zmuszało Nestę do gry w osłabieniu. Skorzystali z tego gospodarze i już przy pierwszej okazji wyrównali wynik meczu. Więcej bramek w tej tercji nie padło, ale hokeiści z Torunia dalej tracili siły, grając dwukrotnie w osłabieniu.

Już po pięciu minutach gry w trzeciej tercji Orlik objął prowadzenie. To wyraźnie wprowadziło nerwową atmosferę w drużynie gości. Wszystkie próby zdobycia gola kończyły się na spokojnie broniącym Nobisie. Gdy kolejną karę za faul otrzymał Michał Kalinowski, trudno było spodziewać się czegoś dobrego. A jednak. Doskonale walczący przez cały mecz Jacek Dzięgiel, mimo gry w osłabieniu, nieoczekiwanie wyrównał.

To jednak nie wystarczyło na zdeterminowanych i walecznych opolan. Zaledwie dwie minuty później udało im się ponownie pokonać Michała Plaskiewicza. Ostatnie minuty to, jak już wielokrotnie widzieliśmy, nieporadne próby odwrócenia losów meczu. Ostatnie pół minuty Nesta grała już bez bramkarza, z szóstym zawodnikiem w polu. Ale nic to nie dało i Orlik Opole, niespodziewanie łatwo znalazł się w finale playoff. Na przeciwnika musi jeszcze poczekać, bo Legia wyrównała stan rywalizacji z Naprzodem.


(Relacja z pierwszego meczu, sobota 1.03.2014)
Zły początek

No i stało się najgorsze, czego można było oczekiwać. W sobotnim meczu pierwszego etapu playoff, Nesta przegrała na własnym lodowisku z Orlikiem Opole 3:4 (2:0, 0:3, 1:1). Nie takiego wyniku oczekiwali kibice.

Toruńscy hokeiści zaledwie miesiąc temu dwukrotnie pokonali na Tortorze Orlika Opole i to sporą różnicą bramek. Jednak wczoraj przekonali się, że nic nie jest dane za darmo i bez wysiłku.

Mecz rozpoczął się dla naszych hokeistów zupełnie spokojnie. Przyjezdni w pierwszej tercji popełniali dużą ilość bezsensownych fauli, dając Toruniowi aż siedmiokrotnie szansę gry w przewadze. Nasi hokeiści radzili sobie z tymi przewagami marnie, co jest dla Nesty szczególnym znakiem wyróżniającym. Jednak jedną z tych przewag, gdy Nesta grała z przewagą dwóch zawodników, udało się wykorzystać. Michał Kalinowski co prawda strzelił wprost w bramkarza, ale ten interweniował tak nieporadnie, że krążek wpadł mu do bramki. Zresztą opolski bramkarz w pierwszej tercji miał więcej nieudanych interwencji, co na pewno nie wpływało korzystnie na pewność gry gości. Toruńscy napastnicy nie potrafili jednak skorzystać z jego słabej formy.

Gdy kilka minut później, po solowej kontrze Michał Kalinowski silnym strzałem zdobył drugiego gola dla Torunia wydawało się, że Nesta kontroluje grę. Zdenerwowany bramkarz gości opuścił bramkę, jeżdżąc nerwowo po całej tercji, za co sędzia ukarał go za niesportowe zachowanie. Ale zawodnicy Nesty nie wykorzystali pozostałych sytuacji, żeby odebrać opolanom chęć do gry.

Po przerwie oglądaliśmy już całkiem inny mecz. Hokeiści Orlika wyszli na lód silnie zmotywowani i od początku przejęli inicjatywę. Byli szybsi, bardziej zdeterminowani, waleczni. Teraz to torunianie zaczęli się gubić, nie mogąc nadążyć za przeciwnikiem. Zaczęli więc faulować, osłabiając drużynę. Popełniali też wiele innych błędów. Szybcy goście natychmiast wykorzystali okazję i w ciągu kilku minut zdobyli trzy bramki. Szans mieli więcej, ale nieźle w toruńskiej bramce spisywał się Michał Plaskiewicz. W ataku Nesta spisywała się słabo, grając wolno, metodą tysiąca podań, często akcji nie kończąc strzałem. No i w tej tercji, broniący opolskiej bramki Jarosław Nobis, sprawował się już bardzo dobrze, broniąc wszystko co zmierzało w kierunku bramki.

Trzecia tercja to już spokojna gra Orlika, czekającego na to co zrobi Nesta. A Nesta nie potrafiła zrobić nic, co poważniej zagroziłoby bramce gości. Nie można powiedzieć, że zawodnicy się nie starali, ale wyraźnie nie wiedzieli jak dobrać się do zmasowanej i ofiarnej obrony opolan. Solowe akcje, przepychanki przy bandach, wiele podań po obwodzie, posiadanie krążka - wszystko to nie skutkowało wobec szybkich, ofiarnych i zdecydowanych zawodników Orlika. Nie ograniczali się oni zresztą wyłącznie do obrony i wykorzystywali każdą okazję do kontry, stwarzając sobie kilka okazji do zmiany rezultatu. I jedna z tych akcji się powiodła. Po ładnej i szybkiej wymianie kilku podań, opolanie całkowicie "rozklepali" toruńską obronę i Maciej Rompkowski pięknym strzałem pod poprzeczkę podwyższył prowadzenie. W tej akcji bardzo ładnie zaprezentował się toruńczyk Daniel Minge, który mógł grać dla Torunia, ale z jego usług nie zdecydowali się skorzystać szefowie Nesty.

Obraz gry nie uległ zmianie już do końca meczu. Toruń starał się nacierać, Orlik bronił się wszystkimi siłami, co chwila niebezpiecznie kontrując. W samej końcówce tercji w końcu udało się Piotrowi Winiarskiemu "wcisnąć" krążek do bramki gości. Jednak pozostało już tylko 11 sekund na wyrównanie. Michał Plaskiewicz opuścił bramkę, ale nerwowe poczynania naszych zawodników nie dały skutku i ofiarnie grający opolanie, zablokowali możliwość oddania strzału.

Mecz zakończył się zwycięstwem Orlika, który w ten sposób zniwelował przewagę własnego lodowiska, jaką Neście dawało wyższe miejsce, uzyskane w tabeli w sezonie zasadniczym. Kolejny mecz w Opolu już w środę. Orlikowi do awansu do finału wystarczy zwycięstwo. Jeżeli nasi zawodnicy i tym razem dadzą sobie narzucić warunki Orlika, może to być dla Nesty ostatni mecz tego sezonu.

Chyba najlepszym komentarzem do tego co się stało w sobotę, jest krótki wpis Jacka Dzięgiela na Facebooku: "Złamany ząb złamany kij zajechana psycha 1 liga prawdziwy hokej a jaaaaaak".

Na koniec trzeba wspomnieć, że gości na Tortorze dopingowała niewielka, ale głośna grupa kibiców z Opola, którzy zostali dobrze przyjęci przez toruński Klub Kibica. Ogólnie jednak trzeba stwierdzić, że ten ważny dla Nesty mecz nie wywołał zwiększonego zainteresowania i na widowni pojawiła się tylko stała grupa wiernych kibiców tego sportu. A szkoda, bo doping tym razem był naszym hokeistom bardzo potrzebny. Miejmy nadzieję, że w następną niedzielę będzie jeszcze dla kibiców okazja poprawienia wyników frekwencji.

« wstecz

Banery

  • obiekt Flash

Banery

  • ecenter

Banery

  • Reklama za 50zł
  • Miasto Torun
  • obiekt Flash - Petrus sokoły

Kalendarium

W tym miesiącu

Brak wydarzeń w wybranym okresie